<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Wspólna sprawa wszystkich matek">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="3">
<date="1951-03-18">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Marek Józefa — Zawiercie ul. 1-go Maja 9 pisze: „Postanowiłam zwrócić się, do Ciebie z pytaniem, czy by nie można było sprowadzić dzieci z Korei do nas, do Polski. Ja sama bym chętnie wzięła do siebie jedno, a nawet dwoje dzieci, bo rozumiem co to znaczy wojna, przecież całą jej okropność przeżyłam. Pomimo że mam czworo dzieci, wiem, że jeszcze dwoje dzieci naszych braci z Korei mogłabym również utrzymać. Ze swojego życia jestem zadowolona. Dzieci moje mają co jeść i w co się ubrać, nie grozi nam bezrobocie jak przed wojną, kiedy mąż był przez kilka lat bezrobotnym. Dotychczas miałam tylko jedną wilgotną izbę — teraz otrzymałam 2 pokoje z kuchnią i dlatego chciałabym ulżyć tym biednym dzieciom, które bez dachu nad głową i w ciągłym strachu żyją gdzieś z dala od nas. Wiem, że takich jak ja jest dużo w naszym kraju. Proszę Cię „Przyjaciółko" dowiedz się czy to jest możliwe sprowadzenie tych dzieci na kilka lat czy miesięcy zanim Korea Ludowa nie zdobędzie całkowitego zwycięstwa i nim ułożą się lepsze warunki w ich kraju, tak by te dzieci żyły i chowały się w spokojnych warunkach i nie groziło im z rąk faszystów amerykańskich żadne niebezpieczeństwo". Droga Pani! Chce Pani pomóc dzieciom, usunąć je a zasięgu działania barbarzyńców amerykańskich, wyrwać je wojnie i przenieść w nasze pokojowe warunki. Jest Pani matką i ma wielkie macierzyńskie serce. Ale matki koreańskie, które walczą, giną i zwyciężają nie zechcą rozstać się ze swoimi dziećmi. Dla nich krwawi cały naród koreański, w ich obronie stanęli ochotnicy chińscy, one właśnie, dzieci koreańskie powinny przeżyć na swojej ziemi szczęśliwą chwilę wyzwolenia przez Ludową Armię.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
